Nie zmrużyłem oka tej nocy, dręczyły mnie koszmary, upiory dawno już nie zamieszkujące mojej jaźni, one wróciły. Widziałem zagładę ludzkości, ze spokojem przypatrywałem się jak wirus dziesiątkuje populacje. Nie mogłem się ruszyć, całkowita niemoc ogarnęła moje ciało, bałem się. Wszyscy umierali w męczarniach, ich ciała gniły powoli i boleśnie. Obiecałem nie wracać do tamtych wydarzeń, nie myśleć, nie pamiętać. Powoli ogarniał mnie sen, ten sam który niejednokrotnie odbierał mi dech.
***
Stałem w laboratorium, wiedziałem że to sen, byłem świadomy tego co się dzieje. Chciałem podejść do laboranta, chciałem wykrzyczeć mu w twarz jak bardzo się myli. Stałem jako ten obserwator, świadomy że nie wpłynę na przyszłość przyglądałem się uważnie, szukałem szczegółów, wskazówek. Sen ten powracał, lecz za każdym razem coś się zmieniało, to była układanka. Próbówka z wirusem "Novel" została umieszczona w lodówce. Podszedłem bliżej, na karteczce zapisane były dwa kody. N4850 oraz E0220. Ruszyliśmy, cierpliwe podążałem za laborantem. Mijaliśmy kolejne szklane drzwi, za którymi tłoczyli się ludzie w białych fartuchach, szliśmy korytarzem by dotrzeć do sali nad którą widniał napis "Eloy". W pokoju nie było typowo laboratoryjnego wystroju, dominowały tu maszyny, kable i porozrzucane dookoła narzędzia. Pod jednym ze stołów znajdowała się mała skrzyneczka. Nasz przewodnik otworzył ją. Nagle przypomniałem sobie, ze tego nie było w żadnym ze snów. W małej skrzynce znajdowała się fiolka z jasno niebieskim płynem. Z kieszeni wyjął drugą, Novel rozlał się po całej próbówce. Widziałem jak kład je na biurku, jak zapisywał coś w notatniku. Mówił coś na głos, niestety dźwięk był mocno zniekształcony i nie rozpoznałem słów. Widziałem jak do naszego pomieszczenia wchodził drugi mężczyzna, zatrzymał się by wpisać kod przy drzwiach. Po chwili nawiązała się miedzy nimi rozmowa, przybysz wymachiwał rękoma, coś krzyczał. Doszło do szarpaniny laborant znokautował mężczyznę. Chwycił próbówkę z jasno niebieskim płynem i włożył ją do urządzenia przypominającego ekspres do kawy. Mały szklany przedmiot, ku mojemu zdziwieniu rozpłynął się w powietrzu. Czyżby pierwszy rodzaj teleportu? Drugiej próbówki nie udało mu się wysłać, podczas próby, obalony mężczyzna złapał go za nogę i z całych sił pociągnął do siebie. Szarpali się chwilę, jeden drugiego okładał pięściami po twarzy. Potrącili stół i próbówka która na nim leżała, stoczyła się na podłogę. Dźwięk rozbijanego szkła uspokoił mężczyzn. Laborant próbował uciekać, ten drugi zaczął go powstrzymywać. Zaczęli pluć krwią, ich oddech przypominał próby pochwycenia powietrza przez tonącego. Obydwoje umierali, stali się ofiarami własnej głupoty. To nie było jednak najgłupsze co nasz laborant mógł zrobić, przed odejściem z tego świata, zrobił jeszcze jedno, zdążył wcisnąć przycisk odpowiedzialny za wywietrzenie pomieszczenia. Czy to tak naprawdę wyglądało? Jak bardzo okłamał nas rząd, media? Z rozważań wyrwał mnie dym, gęsty, szary obłok który zaciskał się wokół mojej szyi. Wiedziałem że mogę zginąć, zacząłem się bać, przestało do mnie docierać że to już tylko sen. Tu chodziło o moje istnienie, życie obserwatora pewnej apokalipsy.
***
Zapewne obudziłbym się z krzykiem gdyby nie fakt że ledwo łapałem oddech. Było po południu, słońce zawędrowało już daleko w stronę zachodu. Koło plecaka stała moja ukochana, mała buteleczka. Wyjąłem jedną pigułkę diazepamu, mojego wybawiciela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz