środa, 26 kwietnia 2017

Pomiędzy prawdą a streamem #004


- To wszystko, czego od ciebie oczekuje. W zamian, użyczę ci swoich kontaktów, dam wgląd do informacji potrzebnych do wyjaśnienia sprawy. - Odłożył miskę po popcornie i oblizał palce. - Kwatery są piętro wyżej, prześpij się i przemyśl sprawę. Nie muszę chyba mówić, że ta rozmowa, to spotkanie i twoja podróż tutaj, to wszystko się nie odbyło. Jasne?
- Oczywiście, to ja już chyba pójdę. - Wstałem a Rojewski tylko machnął mi na pożegnanie. Służący poprowadził mnie do pokoju. Miałem dużo czasu na przemyślenia, to dobrze, bo przemyśleń było od cholery. Zostałem wplątany w coś, czego nie rozumiem, a żeby przeżyć muszę brnąć w to dalej. Jedno jest pewne, czy mi się podobają warunki stawiane przez Emila, czy też nie, muszę je przyjąć. Bez tych informacji czeka mnie śmierć, to tylko kwestia czasu, kiedy pojawią się to kolejni zabójcy. Rozsądnym wyjściem była by ucieczka za granicę, lecz nie wiem jak daleko mogą mnie dosięgnąć. Tak jak mówił, wiedza jest najwartościowszą walutą, na tym powinienem się skupić. Jeśli będę wiedział w czym uczestniczę, mam większą szansę na przeżycie, szansę pomścić przyjaciela. Wiedza to również dodatkowa karta przetargowa w negocjacjach, oraz potencjalne, kolejne niebezpieczeństwo. Z rozmyślań wyrwał mnie głos służącego.
- To pański pokój, proszę się rozgościć. Wszystko czego potrzeba, w tym możliwość zawołania po mnie, znajduje się w interfejsie na ścianie. Kamery w pokojach są dla bezpieczeństwa, więc proszę się nimi nie przejmować, dostęp ma do nich tylko ochrona, a wszystko co dzieje się w pokoju, jest poufne. Życzę miłej nocy. - Ukłonił się i powolnym, aczkolwiek pewnym krokiem udał się w głąb korytarza.
Pokój jak w najlepszym hotelu, wyposażony w najważniejsze rzeczy takie jak łóżko, telewizor i barek z alkoholem. Na problemy zawsze dobry jest burbon, często rozjaśnia umysł i po prostu dobrze smakuje. Nalawszy szklaneczkę, wygodnie ułożyłem się na łóżku i zacząłem obmyślań plan, był mi on cholernie potrzebny.

Otworzyłem oczy i zobaczyłem stojącego nade mną lokaja. Przez chwilę myślałem że to jakaś senna mara, lecz po chwili przypomniałem sobie moje ostatnie przeżycia.
- Pana garnitury są w szafie po prawej, odzienie luźne w szafie po lewej. Pozwoliłem sobie ściągnąć z pana mieszkania również kilka ramek ze zdjęciami, tablet oraz leki które znajdowały się w kuchennej szafce. Śniadanie będzie za pół godziny więc jeśli pan sobie życzy, prysznic jest za ścianą, wystarczy wywołać go z interfejsu. - Sugestia o potrzebnej mi kąpieli była nad wyraz jasna.

Na dole czekał już zastawiony stół, a właściwie dwa stoły. Przy jednym siedzieli moi wczorajsi rozmówcy, przy drugim zaś, zasiadało mnóstwo kotów, pewnie coś koło setki. Wszystkie usadzone koło siebie jeden przy drugim, gdzie dostawały swoje zasłużone śniadanie. Co niektóre, wskazywały łapą półmiski, by rzesza służących rzuciła się do podawania kocich smakołyków, bezpośrednio na talerze zainteresowanych. Prawdopodobnie widok by mnie zamurował na długie godziny, gdyby nie fakt, że Rojewski machaniem zapraszał mnie już do stołu, a tylko głupiec by mu się przeciwstawiał. 
- Jak się spało? - Zapytał gospodarz z podejrzaną wręcz życzliwością.
- Dobrze, co do sprawy o której rozmawialiśmy...
- Stop! - Przerwał Rojo. - Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, nawet najwcześniej mordowanym zawsze pozwalałem dokończyć posiłek w spokoju, więc proszę interesy załatwiać po śniadaniu.
- Racja Rojo, częstuj się Flamy. Z czystym sercem mogę polecić ryby, moje koty je uwielbiają!
Ukradkiem spojrzałem na Rojewskiego, kiwną tylko głową że się zgadza, więc pochwyciłem rybę leniwe leżącą na talerzu, byłem bardziej głodny niż myślałem. Całe śniadanie przebiegało w iście rodzinnej atmosferze. Luźne rozmowy a nawet żarty, wspaniałe jedzenie, było by idealnie, gdyby nie świadomość tych kocich arystokratów patrzących na nas, ze stołu obok.
- Najedzeni? To dobrze, pozwól że cię opuścimy, ale z Pawłem mamy do obgadania parę spaw. Tędy proszę, przejdziemy się do mojego gabinetu. - Po czym wstaliśmy od stołu i udaliśmy się wgłąb jednego z okutych metalem korytarzy.

Gabinet nie odbiegał od standardów obiektu, a zaraz mocno odbiegał od standardów normalnego człowieka. Wielka kolekcja książek wzbudzała respekt, znajdowały się tu tomy wybitnych filozofów, pisarzy, a nawet biografie najznamienitszych ludzi. Ściany obwieszone były największymi dziełami światowej kultury, tyle że przerobionymi na kocią modłę. O ile Narodziny Wenus czy Stworzenie Adama da się przeżyć, to Dama z gronostajem czy Ostania wieczerza są mocno przerażające w kontekście tego, co dzisiaj widziałem.
- Więc jak? Namyśliłeś się? - Zapytał od razu po wejściu.
- Tak, przyprowadzę ci ją, tylko powiedz, po co chcesz ją tu mieć?
- Jak wiesz, Chel jest jedną z niewielu, która przetrwała pogrom. Świat boi się moderatorów ze względu na pieczę, którą pełnią nad siecią. Chel była nie tylko moderatorem. Na jej koncie znajdowało się wiele wspaniałych publikacji z zakresu neurologii, biochemii, anatomii czy bioetyki. Jej poglądy na temat biomechaniki czy też sztucznej inteligencji wywoływały dyskusje na największych uniwersytetach oświeconego świata. Sam rozumiesz, że miała wiedzę, która mogła być potencjalnie niebezpieczna dla wielu grup interesów. Mogła popsuć szyki nie jednej wielkiej korporacji, zmienić pogląd na człowieka rozumnego.
- Czas przeszły? Mówisz o niej jakby już nie żyła.
- Jeśli mam być szczery, to nie robię sobie złudnych nadziei. Z tego też powodu wysyłam ciebie, a nie fatyguje do tego swoich ludzi.
- A w czym ja ci pomogę, jak na usługach masz zawodowców, którzy zrobią to sto razy lepiej, czym ja się wyróżniam?
- Tym, że wiesz, gdzie kupowałeś jej domy, gdzie są jej wszystkie kryjówki. To ty sponsorowałeś wszystko, a ona świetnie wyczyściła jakiekolwiek tego ślady. Miej na uwadze, że zapewne nie tylko ja jej szukam. Kwestia czasu jak ktoś, chociażby przypadkiem natknie się na nią, wtedy nie będziesz miał przywileju wyboru. Stracisz również dostęp do baz danych, a bez nich szukaj wiatru w polu. U mnie masz gwarancję, że włos jej z głowy nie spadnie.
- Widzę nie mam wyboru. Znajdę ją i przyprowadzę o ile rzeczywiście obiecasz, że krzywda jej się tutaj nie stanie.
Emil zakreślił krzyżyk na sercu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz