Tego roku lato było wyjątkowo upalne i obfite w przeróżne wydarzenia, które dodatkowo podnosiły temperaturę. Cały świat obiegła informacja o wielkim ludobójstwie na bliskim wschodzie. Minęły dwa tygodnie zanim udało się zidentyfikować sprawcę, był nim Patryk Rojewski, niegdyś doradca wojska do spraw uzbrojenia. Media donoszą że sam akt ludobójstwa miał być zemstą za morderstwo z zimną krwią na córce Rojewskiego, ale to tylko domysły medialne. Sama informacja o ludobójstwie obiegła cały świat, wszystkie media mówiły o tym, jak jeden człowiek był w stanie dokonać czynu tak przerażającego i brutalnego, że przeciętny człowiek nie jest w stanie go sobie wyobrazić. Społeczeństwo ochrzciło ten akt prawdopodobnej zemsty jako "Krwawy Półksiężyc", który miał swoje głosy poparcia jak i głosy sprzeciwu.
Z rozmyślań wyrwała mnie dłoń położona na kolanie.
- Nie stresuj się tak, to twój wielki dzień. Zamień ten paskudny grymas na coś o wiele przyjemniejszego. Przed nami jeszcze godzina drogi, a ja nie zamierzam przez cały ten czas patrzeć na te twoje smutne, sarnie oczy.
- Przepraszam. Rzeczywiście, to mój dzień.
- Oczywiście że twój, będziesz pierwszą osobą z poza farm, która dostanie własną wyspę pod opiekę. Zasłużyłaś. Twoje badania nad zwierzętami i modyfikacją roślin rozwiązały wiele problemów na świecie.
- Został tylko jeden...
- Wiem. Ludzi nie zmienisz. Wszyscy ostatnio mówią o krwawym półksiężycu. Przerażająca jest nienawiści jaką człowiek w sobie nosi, że zdolny jest do takich czynów, takich ludzi jak ten cały Rojewski od razu powinno się dawać do utylizacji.
- Sabina... ale mu zamordowali córkę.
- Przykre, wiem. Myślisz że to jest rozwiązanie? Nakręcanie spirali nienawiści i rozlewu krwi? Wśród tych ludzi były córki, matki, żony... myślisz że za nie nikt nie będzie się mścić? Nie rozmawiajmy o tym, nie dzisiaj, pomyślmy lepiej jak urządzisz sobie życie na wyspie.
Zanim wylądowałyśmy, pilot zrobił jeszcze kilka okrążeń wokół wyspy. Nie była ona za duża, ale kilka farm się zmieści no i co najważniejsze, upatrzyłam sobie miejsce na swoją chatkę. Na wyspie była przecudna górka, wokół której było bardzo mało drzew, idealne miejsce by wbić pierwsze gwoździe pod budowę nowego gniazda.
- Robi wrażenie, prawda? - Zapytała z nuta ukrywanego podniecenia.
- Ja dalej nie mogę w to uwierzyć. Jeśli to jest sen, nie chce się budzić, zostanę tu na zawszę.
Helikopter wylądował na polanie. Zapach w tym miejscu był tak relaksujący, czułam się jak na innej planecie.
- Weź swój namiot, żywność i znajdź sobie jakieś dogodne miejsce pod budowę. Niedługo przyleci kilku ludzi do pomocy. My zaś widzimy się za dwa tygodnie na kontroli, do tego czasu opiekuj się wyspą, w końcu od teraz należy do ciebie.
- Mam do ciebie prośbę, nie wypadało o to pytać wcześniej, ale gdybyś dała radę... - wręczyłam Sabinie malutką karteczkę. - Bardzo by mi na tym zależało.
- Pomyślimy. - Po czym ruszyła w stronę helikoptera.
Stałam na trawie, patrzyłam jak Sabina odlatuje a w miejsce radości wkradały się obawy czy dam radę ogarnąć całą wyspę.
Nawet nie zauważyłam, kiedy to dwa tygodnie po prostu minęły. Wybudowaliśmy małe chatki dla ludzi pracujących na farmach w drugim końcu wyspy. Jako uczona, nigdy tak ciężko nie pracowałam, ale też nigdy nie byłam tak zadowolona z tego co zrobiłam. Wcześniej nawet nie zastanawiam się, jak ciężko pracują ludzie, pierwsza lekcja jaką tu dostałam, lekcja pokory i szacunku dla pracy. Mój domek na wzgórzu na razie był bardziej marzeniem niż faktem. Obecnie chatka miała tylko dwa pokoje, małą sypialnię i sporawy salon połączony z jadalnią. Wszystko skromnie wyposażone w meble własnoręcznie wystrugane i pozbijane.
- Ładnie się tu urządziłaś. - Rzuciła na powitanie Sabina idąc w moją stronę. Gdzieś pomiędzy jej nogami plątało się urocze szczenię małego buldożka, który jak tylko mnie zauważył, rzucił się w szaleńczym biegu w moją stronę. Miałam już pochwycić to słodkie szczenię, kiedy to buldożek wywrócił się prosto na pyszczek.
- Jestem tak bardzo Ci dłużna, jak mogę się odwdzięczyć za to?
- Ugość mnie czymś do jedzenia i postaw jakieś kieliszki, mam kilka butelek wina, w końcu co to za świętowanie bez alkoholu?
Świętowania nie było końca, czułam że w końcu rozmawiam ze swoją przyjaciółką, a nie urzędniczką państwową. Delektowała się potrawami które przyrządziłam, nie przeszkadzały jej nawet drewniane kubki w których piłyśmy wino, w końcu nie mam na wyspie huty szkła. Wypiłyśmy trochę za dużo, nie mogłam puścić Sabiny w takim stanie do ministerstwa, trzeba było ją przenocować. Co prawda miałam tylko jedno łóżko, ale duże, więc bez problemu obie zmieścimy się na nim. Zaniosłam ją do sypialni, a sama wzięłam się za sprzątanie. Przez chwilę moje myśli powędrowały do tematu imienia dla pieska, a dokładniej co będzie pasowało do tak rozkosznego urwisa jak ten buldożek. Poczułam dłonie na swojej talii, z wolna przesuwające się w stronę brzucha. Ciepły oddech oblał moją szyję, poczułam jak dreszcz rozchodzi się po ciele. Odwróciłam się by zapytać co się dzieje, lecz zostałam zaskoczona namiętnym pocałunkiem. Mimo iż starałam się opierać, to usta bezwolnie oddawały pocałunek. Nasze języki w końcu się spotkały, niczym dwoje kochanków wirujących w tańcu, dążących do finalnego uścisku. Czułam jak serce zaczyna szybciej pompować krew, fale ciepła ogarniały ciało, a ja niczym zahipnotyzowana brnęłam w to dalej. Jej dłonie były niespokojne, łapczywie wędrowały po całym ciele by w końcu spocząć na moich pośladkach. Napierała na mnie cała sobą, czułam jej bliskość, zapach perfum mieszał się z potem, co doprowadzało moje zmysły do obłędu. Jednym płynnym ruchem posadziła mnie na blacie kuchennym, a jej usta namiętnie i powoli wędrowały w stronę biustu. Prężyłam się i pomrukiwałam niczym kot. Guziki w koszuli powoli ustępowały pod zwinnymi palcami Sabiny. Przeniosłyśmy się do sypialni, gdzie mogłam spokojnie rozpiąć biustonosz bez narażania się na wzrok osób trzecich. Zsuwałam z siebie spodnie, dokładnie obserwując jak moja towarzyszka robi to samo. Chciałam podejść do niej, posmakować jeszcze raz słodyczy jej ust. Pchnęła mnie na łóżko by chwilę później, niczym tygrysica doskoczyć do swej ofiary. Zawisła nade mną i nasze oczy się spotkały. Widziałam w nich dzikość i pożądanie, jakiego nigdy nie widziałam u żadnego ze swych partnerów. Źrenice do granic rozszerzone, a tańczący w nich płomień wzbudzał we mnie szybsze bicie serca. Powoli zbliżyła usta, ale nie pocałowała, droczyła się ze mną, igrała z żarem palącym się w moim ciele. Tak cholernie chciałam raz jeszcze posmakować jej ust, próbowałam je pochwycić, lecz w porę odchyliła głowę, tylko po to by chwilę później ofiarować mi czego pragnęłam. Nie czułam już tego delikatnego tańca, to był sztorm na morzu, nieprzewidywalny, szalony ale także pobudzający i cholernie satysfakcjonujący. Nasze oddechy wyrównały się, delikatnie rozsznurowałam jej stanik, a ona w drodze rewanżu zaczęła czule pieścić me piersi. Dotyk jej dłoni niczym aksamitny szal, z wolna przesuwał się po ciele. Raz jeszcze utkwiła we mnie swój kruczy wzrok, a ja kiwnięciem głowy zgodziłam się na to co planowała. Wargami delikatnie muskała mój brzuch, schodząc coraz niżej i niżej, przyśpieszając i tak szaleńczo bijące serce. Jednym, sprawnym gestem pozbawiła mnie ostatniej części garderoby, ciesząc swój wzrok, moją osobą w pełnej krasie. Najpierw delikatnie muskała dłonią, bacznie obserwując wyraz rozkoszy rysujący się na mojej twarzy, z czasem pozwalając sobie na więcej. Byłam niczym pijana, świat wirował a dla mnie liczyła się tylko ta jedna chwila, tonęłam w ogniu żądzy, czułam się niczym Ikar który próbował dotknąć słońca. Tak radośnie ciepłego i tak cholernie niebezpiecznego. Poczułam jej język na moim wzgórku, chciałam wykrzyczeć tysiące słów, a byłam tylko zdolna wykrzesać cichy jęk i pomrukiwania. Moje ciało poruszało się wraz z poczynaniami Sabiny. Odruchowo zacisnęłam palce na jej głowie, chciałam więcej, szybciej, mocniej i intensywniej. Partnerka doskonale wyczuwała moje intencje. Nie byłyśmy już ludźmi, a parą zwierząt zatraconych w tańcu godowym, pijanymi rozkoszą. Czas bym to ja przejęła inicjatywę. Ostrożnie zsunęłam majtki po jej jakże długich nogach. Zaczęłam całowanie od stóp, poświęcając każdemu palcu odpowiednią ilość czasu. Muskając końcówką języka przejechałam do wewnętrznej strony ud, na chwilę zatrzymując się i drażniąc z boginią. Nachylając się nad nią, czułam jak jej ciało ulega, miałam władzę którą mogłam całkowicie wykorzystać. Zaczęłam od bujnego biustu, który szeptem wołał mnie do bliższego zapoznania. Z wyczuciem sunęłam palcem wokół brodawek na piersiach, jednocześnie całując ją po mostku, to był jej słaby punkt. Jęknęła głośno i przyciągnęła me ciało do swojego. Nie przerywałam, kolanem muskając jej muszelkę, czułam jak jej ciało odpowiada na moje zezwanie. Nawet nie wiem kiedy to ona znów znalazła się na górze, ponownie przejmując inicjatywę. Nad głową miałam to, co najpiękniejsze w kobiecie. Pochwyciłam ją za biodra i zbliżając do twarzy, delikatnie badałam teren językiem. Poczułam na twarzy jej posuwiste ruchy bioder, nieregularne ale spokojne. Jedną ręką sięgnęła do mojej muszelki przypominając mi o orgazmie który niedawno przeżyłam, drugą zaś masowała się po swych jakże kształtnych i sterczących piersiach. Nie będąc dłużna, oparłam dłoń na jej brzuchu, a drugą położyłam na jej dłoni w okolicach własnego krocza. Sabina była coraz bardziej agresywna, przynosząc rozkosz nam obojgu. Czas płyną a my niczym niestrudzone w bojach miłosnych wojowniczki, wykorzystywałyśmy każdą sekundę. To była naprawdę upalna noc, a my wcale nie próbowałyśmy tego zmienić.
Nazajutrz obudziłam się w pustej pościeli, ale doskonale pamiętającej zapach nocnych ekscesów. Leniwie przeciągnęłam się w łóżku i zobaczyłam na szafce nocnej kartkę. Oliwio, strasznie mi przykro z powodu tego, co się stało w nocy. Wypiłyśmy za dużo alkoholu, a młyn wydarzeń pchnął nas dalej. Mimo rozkoszy, to była paskudna sytuacja. Nam w ministerstwie zabraniają kochać, a Ty właśnie takie wyznania mruczałaś przez sen. Opiekuj się buldożkiem i nie wplątuj się w kłopoty. Zrezygnuję z dozoru nad Twoją wyspą, pewnie przypiszą Ci kogoś innego. Jeszcze raz przepraszam za tę paskudną sytuację. - Sabina.
- No tak, paskudna sytuacja dla paskudnej osoby. - Powiedziałam do buldożka, który wlepiał we mnie swoje małe ślipka. - Pewnie czekasz na śniadanie, co? No to zrobimy śniadanie i pomyślimy jak cię tu można nazwać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz