poniedziałek, 22 maja 2017

Pomiędzy prawdą a streamem #007


- Mamy kłopot. - Oznajmił, zanim weszliśmy głębiej w ruiny budynku. - Po całym mieście kręcą się tajne służby. Normalnie bym powiedział, że znowu jest jakaś obława na garniturki, lecz jest ich zdecydowanie za dużo. Nie są również standardowo wyposażeni, co prawda broń krótka, ale o znacznie większym kalibrze. Urządzenia do zakłócania pól maskujących, naboje do unieszkodliwiania maszyn i wiele więcej dziwnego sprzętu.
- Skąd to wszystko wiesz? Jak? Przecież to tajniacy.
- Skręciłem kark jednemu, dziwnie mi się przyglądał.
Naszą rozmowę przerwał opancerzony wóz transportowy, podjeżdżający pod ruiny. Wybiegł z niego oddział wojskowych, którzy zaczęli rozkładać swój sprzęt na ulicy zaraz przy budynku w którym się znajdowaliśmy. Kolejny wóz zajechał od drugiej strony, odcięli nas. Próbowałem się wychylić, zobaczyć coś więcej, jednak Rojo obalił mnie na ziemię, ratując tym mnie od nawałnicy pocisków lecących w moją stronę.
- Strzelają do nas! Pewnie do ciebie za to że skręciłeś kark tajniakowi!
- Mam dobry pomysł, wyjrzyj i ich zapytaj. - Po czym zajął się składaniem małego karabinku. - Musimy się stąd wydostać, w okolicy placu jedności czeka na mnie pilot!.
Zdecydowali się na użycie broni dźwiękowej. Nawet przez podarowane mi zatyczki, dźwięk sprawiał ogromny ból. Spoglądałem na odmienione oblicze mojego kompana, z wesołego człowieczka o luźnym nastawieniu do życia stał się żołnierzem o zimnym obliczu. Pociski wypluwał rzadko, dokładnie mierząc przed każdym naciśnięciem spustu. To że trafiają w cel, mogłem jedynie stwierdzić po małym drgnięciu w kąciku ust, grymas na wzór cichego uśmiechu.
- Umiesz skakać? Musimy udać się na dach! Jak nam się poszczęści, to z dachu mamy prostą drogę do ucieczki! Na trzy biegnij, zrozumiałeś?!
- Tak!
- Trzy!
Rzuciłem się w stronę schodów. Bieg po gruzie nie należy do najwygodniejszych, w szczególności , kiedy wokół ciebie, niczym rój wściekłych szerszeni latają pociski. O mało nie straciłem równowagi jak seria strzałów przeszła koło moich stóp. Brakowało mi nawet czasu by się obrócić i sprawdzić jak radzi sobie mój towarzysz, lecz gdzieś w głębi wiedziałem że Rojo jest tuż za mną, osłaniając mnie albo po prostu starając się ustrzelić jak największą liczbę osób. Nie przebyliśmy nawet pół piętra jak nad naszymi głowami zaświtał reflektor.
- Stój! - Jak mamy szczęście to tylko świtało, jak pecha, to po wejściu od razu zostaniesz zestrzelony przez KLM. To gówno reaguje w niecałą sekundę po wykryciu.
- Masz skórzaną rękawiczkę? - Zapytałem, gdyż w głowie zaświtał mi szalony pomysł. - Jeśli to wykrywa ludzi, może zareaguje na rękawiczkę. Ile mamy czasu pomiędzy przeładowywaniami?
- Znaczny. - Zamyślił się. Przez chwilę stał niewzruszony, nie zwracając uwagi na świszczące mu nad uszami pociski. - To się może udać gwiazdeczko, w sumie nie mamy nic innego.
Rzeczywiście zadziałało, KLM rozniósł skórzany wyrób, faszerując go ponad tysiącem pocisków. Mieliśmy to małe okno, czas który wykorzystaliśmy by dostać się na pierwsze piętro, lecz to nie był wciąż powód świętowania. Puszki z gazem wlatywały każdym oknem, w mgnieniu oka pomieszczenie wypełniło się sinym, podejrzanie słodkim gazem. Gdzieś w dymie zamigotał mi Rojo, ale nie mogłem zmusić się by zrobić krok w jego kierunku, czułem jak moje ciało powoli odpływa.
- Trzymaj się! - Powiedział przerzucając mnie przez ramię. - Na górze jest nasza nagroda.
Dach ledwo pamiętam, wszystko wokół wirowało, a ja miałem coraz większe problemy z przełykaniem śliny czy z oddychaniem. Helikopter już czekał, lecz z jakiegoś powodu nie pobiegliśmy do niego.
- Masz, to powinno powstrzymać paraliż nerwów. Możesz się po nim czuć fatalnie, ale przynajmniej będziesz miał okazję do tego dożyć. - Zagłębił igłę w mój kark, czułem tylko narastające pieczenie. - To specyfik na bazie leków na alzheimera, kiedyś właśnie takim specyfikiem w Syrii uratowano mi życie.
Nie ma chyba piękniejszego uczucia jak możliwość swobodnego przełknięcia silny, bezproblemowego oddychania czy po prostu kontrolowania własnego ciała.
- Musimy się śpieszyć, zastawione pułapki nie zatrzymają ich za długo. Teraz słuchaj uważnie, przebiegniemy się parę metrów do helikoptera, tam siedzi mój pilot Maks. Biegnę pierwszy by ściągnąć na siebie uwagę snajperów, jest ich bodajże trzech. Jak dobiegniesz to wskakujesz do środka i kładziesz się na ziemie. To nasza jedyna szansa. Nie pytam czy dasz radę, nie masz wyboru.
Serce biło mi niczym dzwon, nie wiem jak się w to wpakowałem, jak szybko stało się tak wiele rzeczy. W przeciągu doby, już dwa razy do mnie strzelali, przeżywałem śmierć swojej przyjaciółki, wszedłem w układ z bossem podziemia, widziałem pieprzone koty która uważały się za arystokratów. Zaspałem! Rojo już był w połowie drogi, a ja dopiero wystartowałem za komina. Pierwszy strzał obtarł mnie o nogę, prawie straciłem równowagę. Drugi przeszedł koło głowy, w momencie wsiadania na pokład, trzeci zaś to już tylko ledwo słyszalne echo docierające na na pokład helikoptera. Ból w nodze nasilał się, traciłem coraz więcej krwi, skupiałem całą uwagę by poprawnie założyć opatrunek, przez co umknął mi fakt, że pilotujący Maks jest psem, dokładniej owczarkiem niemieckim. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz